Na kilku ostatnich nabożeństwach niedzielnych w DRODZE, staraliśmy się "zabić" pewien ewangeliczny rytuał, zwany uwielbieniem.
W przeciętnym zborze, wygląda on mniej więcej tak, jeden (lub zespół) się produkuje a reszta słucha (lub nawet tego nie robi). Jest to bardzo smutne, gdyż wg nauczani Biblii wszyscy mamy być świątyniami, domami modlitwy, w których zamieszkuje Duch Święty, które nieustannie składają Bogu w darze dziękczynienie i uwielbienie, poprzez swoje życie i poprzez "owoc warg". Gdy więc schodzimy się razem, jako kościół, to Bożym planem dla nas jest to, by każdy służył "czymś".
